Henry Miller was one of those rare artists, like the English Romantic poet William Blake, to have achieved mastery in two media: language and paint. Though better known for his novels and essay collections, especially the notorious Tropic of Cancer, Miller was also a skilled and devoted watercolorist who painted throughout his writing career
The Henry Miller papers contain writings, journals, administrative files, correspondence, photographs, and personal papers chiefly documenting Miller's life and career from the 1950s through 1970s, though the papers include significant items dating from the 1930s and earlier. Writings in the collection consist of drafts of shorter works dating
Henry Miller, III age 70 of Murrysville, PA, formerly of Ross Township, PA, passed away on February 16, 2022, after a lifelong battle of alcoholism. He was surrounded by his loved ones; his best
Tropic of Cancer by Henry Miller 71,118 ratings, average rating, 4,173 reviews Open Preview Browse By Tag. love (93936) life (74497
American writer Henry Miller speaking at a press conference in London, held to launch his latest book 'Sexus', June 30th 1969. Central Press/Getty. Henry Miller — “confused, negligent
The Measure of a Life Well Lived: Henry Miller on Growing Old, the Perils of Success, and the Secret of Remaining Young at Heart By Maria Popova “On how one orients himself to the moment,” 48-year-old Henry Miller (December 26, 1891–June 7, 1980) wrote in reflecting on the art of living in 1939, “depends the failure or fruitfulness of
. Widok: Lista Galeria Wszystkie 27 Prywatne 27 Ogłoszenia - - henry miller Muzyka i Edukacja 27 Muzyka i Edukacja 27 Pozostałe ogłoszenia Znaleziono 27 ogłoszeń Znaleziono 27 ogłoszeń Twoje ogłoszenie na górze listy? Wyróżnij! Henry James "Daisy Miller & other stories" książka Książki » Literatura 10 zł Siemianowice Śląskie 24 lip "Daisy Miller" Henry James Książki » Literatura 8 zł Tychy 23 lip Tropic of cancer/ Henry Miller Książki » Pozostałe 28 zł Krosno 23 lip Daisy Miller Henry James Książki » Literatura 1,30 zł Baniocha 23 lip James Henry „Daisy Miller” Książki » Literatura 10 zł Poznań, Jeżyce 22 lip Henry Miller - Zwrotnik Raka Książki » Literatura 25 zł Suwałki 22 lip Daisy Miller and Other Stories Henry James Wordsworth Classics Książki » Literatura 5 zł Wrocław, Psie Pole 22 lip Książka Kolos z Maroussi - Henry Miller Książki » Literatura 55 zł Kraków, Dębniki 20 lip Książka Plexus - Henry Miller Książki » Literatura 69 zł Kraków, Dębniki 20 lip Książka Klimatyzowany koszmar - Henry Miller Książki » Literatura 69,90 zł Kraków, Dębniki 20 lip Henry Miller Sexus Różoukrzyżowanie tom I Książki » Literatura 35 zł Radom 20 lip Henry Miller - Różoukrzyżowanie. Plexus Książki » Literatura 35 zł Warszawa, Wilanów 18 lip Henry Miller, “The Colossus of Maroussi” - j. angielski Książki » Literatura 70 zł Warszawa, Białołęka 18 lip Henry Miller Zwrotnik raka Książki » Literatura 10 zł Rzeszów 15 lip Henry James Daisy Miller Opowiadania Książki » Literatura 6 zł Sulęcin 15 lip Tropic of Capricorn Henry Miller Książki » Książki naukowe 30 zł Konin 14 lip Henry James Daisy Miller Książki » Literatura 2 zł Goleniów 12 lip Korespondencja 45 lat przyjaźni Blaise Cendrars, Henry Miller Książki » Literatura 10 zł Warszawa, Żoliborz 9 lip Henry Miller - Nexus Książki » Literatura 45 zł Łódź, Górna 8 lip Blaise Cendrars - Henry Miller - Korespondencja Książki » Poradniki i albumy 30 zł Toruń 7 lip Henry James Daisy Miller Książki » Literatura 3 zł Poznań, Stare Miasto 5 lip Daisy Miller; Henry James Książki » Literatura 2 zł Pabianice 5 lip Henry Miller - Noce miłości i śmiechu / pierwsze wydanie 1988 Książki » Literatura 20 zł Do negocjacji Warszawa, Mokotów 4 lip Zwrotnik raka, Henry Miller Książki » Literatura 10 zł Wrocław, Śródmieście 2 lip Henry Miller Różoukrzyżowanie trylogia, komplet !!! Książki » Literatura 139 zł Warszawa, Praga-Północ 1 lip Książka Henry James Daisy Miller i inne opowiadania Książki » Literatura 7 zł Legionowo 1 lip Pamiętać by pamiętać - Henry Miller Książki » Literatura 20 zł Warszawa, Praga-Południe 30 cze Czy chcesz zapisać aktualne kryteria wyszukiwania? Zapisz wyszukiwanie Zobacz zapisane
Szanowni Państwo, „Pozostało mi jeszcze coś w zapasie – pisał Gombrowicz w «Słowie wstępnym» do pierwszego tomu «Dziennika» – ale tej reszty, bardziej prywatnej – wolę nie zamieszczać. Nie chcę narażać się na kłopoty. Może kiedyś… Później”. Kłopoty? Cóż mogłoby bardziej zaszkodzić Gombrowiczowi niż jego dotychczasowe literackie prowokacje: przewartościowywanie polskości w Polaku, obnażanie intelektualnej pustki różnorakich hommes de lettres, ośmieszanie czcicieli Formy i wrogów indywidualności? Dziś wiemy już skąd brały się obawy Gombrowicza. Owe „zapasy”, pilnie strzeżone przez pisarza i skrupulatnie „uzupełniane” aż do jego śmierci, to ukazujący się właśnie na księgarskich półkach „Kronos” – raptularz, kalendarium, suchy zapis następujących po sobie faktów z życia Gombrowicza. Nie jest to w żadnej mierze literacka kreacja. Gombrowicz staje przed nami, a także przed sobą samym nagusieńki i niczym chirurg dokonuje na sobie brutalnej wiwisekcji. Poznajemy jego choroby (egzema, wrzody, syfilis, kruszące się zęby, bóle wątroby, ischias, astma), liczbę przygodnych partnerów i partnerek (1956. „Erotyka: wybitne uspokojenie, 11”), stan finansów („mam ok. 16 000 dolarów, o ironio!”) czy wreszcie ocenę jego pisarskiej kariery („Dalszy wzrost prestiżu na terenie polskim i niemieckim”). Wreszcie widzimy jego starzenie się i zmaganie z własnym ciałem. Czym dla samego Gombrowicza był „Kronos”, a więc 68 zapisanych nie zawsze czytelnym pismem kartek formatu A4, dowiadujemy się już z „Dziennika”. W zapiskach z 1963 r. notował: „[…] jedna z moich walizek w kajucie zawierała pewną teczkę, ta zaś teczka zawierała szereg pożółkłych arkuszy z chronologią, miesiąc po miesiącu, zdarzeń moich […]. Co robić, pytam, z tą litanią wyszczególnień?”. Odpowiedzi udzielał Gombrowicz parę zdań dalej. „Kronos” miał być wysiłkiem uchwycenia przeszłości, próbą przekonania się, że jego życie nie jest tylko „bełkotem chaosu”. Tyle sam Gombrowicz. Czym jednak te zapiski są dla nas dzisiaj, po niemal 44 latach od śmierci autora? Jakiego pisarza i jakiego człowieka nam ukazują? Czy pozwalają odczytać na nowo twórczość Gombrowicza? Jerzy Jarzębski, szef zespołu redagującego „Kronosa”, w rozmowie z Adamem Puchejdą podkreśla, że kalendarium Gombrowicza to dokument, w którym rozpoznajemy go jako wiecznego debiutanta. „Z «Kronosu» możemy się dowiedzieć, co to znaczy zaczynać od początku w samym środku życia”. Jest to również, zgodnie z samymi słowami pisarza, próba udowodnienia, że „jakaś Ręka kształtuje moje życie”. Paweł Majewski zwraca z kolei uwagę na fakt, że owa „brudnopiśmienna buchalteria” jest kolejnym majstersztykiem w procesie samoobnażania się Gombrowicza i dowodem na to, że u źródeł jego literatury leży przejmujące poczucie własnej cielesności. „[…] Gombrowicz – pisze Majewski – dał nam zza grobu cenne narzędzie. W tych niezbornych, niezdarnych wręcz notatkach pokazał nam swoje życie tak blisko, że bliżej już chyba nie można”. Z nieco innej perspektywy pisze Łukasz Tischner. Autor przestrzega nas przed pochopnym czytaniem „Kronosu” jako jedynego klucza do Gombrowicza. „Zresztą spuścizny literackiej i «Kronosu» – zauważa – nie da się czytać osobno, bo wgląd w otchłań depresji, ale i w ogród oczarowań daje tylko kreacja artystyczna”. Chociaż „Kronos” odsłania nam pisarza w zupełnie nowy sposób, niczym na „zdjęciach rentgenowskich”, dla Tischnera Gombrowicz pozostaje przede wszystkim autorem metafizycznym. Jacek Wakar wreszcie wskazuje na elementy autokreacji w „Kronosie”. „Na pierwszy rzut oka wydaje się – pisze Wakar – że nie ma prawdziwszej książki o tym człowieku. Z drugiej strony nie sądzę, by nawet ten dziennik był całkowicie wolny od autokreacji. Dostrzegamy w nim elementy budowania siebie, tworzone niejako w opozycji do tego, co mogliśmy znaleźć w «Dzienniku»”. Zapraszamy do lektury! A ponadto, we wtorek 21 maja o godzinie w siedzibie „Kultury Liberalnej” przy ulicy Chmielnej 15/9 debata poświęcona Witoldowi Gombrowiczowi, pt. „Gombrowicz 2013: Polskość w słabym ciele”. Relacja z debaty także już wkrótce na łamach „Kultury Liberalnej”! Redakcja Do góry 1. JERZY JARZĘBSKI: Nie byle jaka buchalteria 2. PAWEŁ MAJEWSKI: Samo życie (czymkolwiek to jest) 3. ŁUKASZ TISCHNER: Mistyka i ruina życia 4. JACEK WAKAR: Więcej niż podglądactwo Jerzy Jarzębski Nie byle jaka buchalteria Z Jerzym Jarzębskim o „Kronosie” Witolda Gombrowicza rozmawia Adam Puchejda Czytaj CAŁOŚĆ TU Adam Puchejda: Jaki jest „Kronos” Gombrowicza? Prywatny, intymny, wzniosły, banalny? Jerzy Jarzębski: Ambiwalentny. On jest i nie jest prywatny, jest i nie jest osobisty czy intymny. To przede wszystkim zapis faktów, które jako takie nie są prywatne. Proza życia. Spotkałem się z tym a tym, wypiłem kawę z innym, dostałem umowy z wydawnictwa itd. Oczywiście są w „Kronosie” także fragmenty osobiste, dotyczące związków erotycznych, emocjonalnych, ale w gruncie rzeczy Gombrowiczowi zależy na zachowaniu maksymalnej obiektywności. To zapis, który Gombrowicz sporządza dla siebie po to, by go ciągle czytać i czytać, i próbować w ten sposób pojąć sens własnego życia. Tego rodzaju tekst musi być przynajmniej próbą dotarcia do jakiejś obiektywnej, faktycznej prawdy. A nabiera osobistego zabarwienia dopiero w momencie, gdy się go zaczyna interpretować – co czyni też Gombrowicz. Jak jednak z gąszczu nazwisk, dat i wydarzeń, takiej życiowej buchalterii, wydobyć jakiś ogólny sens? Gombrowicz był metafizykiem, w różnych zdarzeniach życia szukał wzoru swojej egzystencji. Gdy płynie z Argentyny do Europy – czytamy w „Dzienniku” – to wypatruje, czy przypadkiem nie pojawi się jego statek, „Chrobry”, płynący 24 lata wcześniej do Argentyny. Oczywiście, statek-zjawa, duch, bo nawet do końca nie wiadomo, czy on go „rzeczywiście” dostrzega, czy tylko tego pragnie, ale ma przekonanie, że tu powinien zamknąć się jakiś cykl, że tu powinno się coś zdarzyć, co będzie przypieczętowaniem jego losu argentyńskiego. Niekiedy – już w „Kronosie” – bawi się też liczbami i to jest bardzo śmieszne, bo Gombrowicz nie potrafi dodać dwóch do dwóch. Gdziekolwiek pojawiają się wyliczenia, to znajdujemy w nich jakieś horrendalne błędy, choć on na tych błędnych wyliczeniach opiera jakieś swoje wnioski. Ważne są dla niego także daty, np. 15 i 22 lutego, kiedy zachorował na grypę i został przyjęty do kliniki Hygiea w Berlinie Zachodnim. To było dla niego początkiem „Bersee” – jak nazwał osobistą katastrofę, której kolejne rocznice obchodził. Bersee to dla Gombrowicza „Morze Berlińskie”, morze, które go pochłonęło, bo już nigdy nie wrócił do pełni sił. Czy „Kronos” możemy jednak traktować jako swego rodzaju klucz do samego Gombrowicza, do jego życia i twórczości? Czytaj CAŁOŚĆ TU * Jerzy Jarzębski, ur. 1947 w Bytomiu, od 1949 mieszka w Krakowie. Profesor na Wydziale Polonistyki UJ i w Instytucie Filologicznym Państwowej Wyższej Szkoły Europejskiej w Przemyślu. Autor wielu książek o prozie XX wieku, a szczególnie o twórczości Gombrowicza, Schulza i Lema, edytor zbiorowych wydań ich twórczości. ** Adam Puchejda, historyk idei, polonista, studiował na uniwersytetach w Krakowie i w Warszawie oraz w École des hautes études en sciences sociales (EHESS) w Paryżu; ostatnio pracował także w paryskiej Sciences Po. Redaktor miesięcznika „Znak”. Do góry *** Paweł Majewski Samo życie (czymkolwiek to jest) Zacznijmy od dwóch cytatów, oby nie za długich. Ostatni zapis w dzienniku Gombrowicza z 1962 roku (tym „prawdziwym”, a może właśnie „fałszywym” – któż to wie; a może ta opozycja traci sens w przypadku „Dziennika” i „Kronosu”; w każdym razie, chodzi o jedyny „Dziennik”, jaki znaliśmy dotychczas) poświęcony jest Borgesowi, pisarzowi, który – możemy to już dziś stwierdzić ze sporą dozą pewności – przetrwał próbę czasu i zmianę klimatu epoki znacznie gorzej niż nasz buntownik. Gombrowicz pisze o Borgesie kąśliwie, jak o każdym swoim bliźnim, i podsumowuje go tak, jakby patrzył na niego teraz, nie wtedy: „Jest to literatura dla literatów, jakby specjalnie pisana dla członków jury, jest to kandydat [do Nobla] akurat jak trzeba, abstrakt, scholastyk, metafizyk, dość nieoryginalny, żeby znaleźć drogę już utorowaną, dość oryginalny w tej swojej nieoryginalności, żeby stać się nowym i nawet twórczym wariantem czegoś znanego i uznanego. I kuchmistrz prima! Kuchnia dla smakoszów. Nie mam też najmniejszej wątpliwości, że odczyty Borgesa « o istocie metafory» i inne, tegoż autoramentu, będą należycie fetowane [w Europie]. Gdyż to też będzie akurat, jak trzeba: zimne ognie sztuczne, fajerwerki inteligencji inteligentnie wyinteligentnionej, piruety myśli retorycznej i martwej, która nie jest zdolna podjąć żadnej idei żywotnej, myśli zupełnie zresztą nie zainteresowanej myśleniem «prawdziwym», świadomie fikcyjnej, układającej sobie na boczku swoje arabeski, glossy, egzegezy, konsekwentnie ornamentacyjnej. Ba, ale métier! Literacko bezbłędne. Ale kuchmistrz! Cóż w większy entuzjazm może wprowadzić literatów czystej krwi, niż taki literat bezkrwisty, literacki, werbalny, nie widzący, nie widzący niczego poza tymi swoimi kombinacjami mózgowymi”. Z kolei Rajmund Kalicki w „Tango Gombrowicz” przytacza wypowiedzi Borgesa o Gombrowiczu: „Tego Gombrowicza widziałem tylko raz. Wydał mi się czymś w rodzaju histriona. Żył bardzo skromnie, zmuszony był z trzema innymi osobami dzielić – gdzieś na górce – pokój i wraz z nimi dbać tam o porządek. Gombrowicz przekonał ich, że jest hrabią, a użył następującego argumentu: «My, hrabiowie, jesteśmy bardzo niechlujni». Tym podstępem sprawił, że inni sprzątali za niego. W rzeczywistości nie był hrabią i dziwi mnie, że niektórzy ludzie mają taką słabość do szlacheckich tytułów. Słowo conde, wywodzące się od łacińskiego comes, znaczy tyle co «wódz cygański», zaś duque – od łacińskiego dux, to po prostu «dowódca wojskowy». To tak, jakby za kilka stuleci ludzie zaczęli używać jako tytułów szlacheckich słów «kapral», «sierżant» lub «podporucznik». […] Kiedy przyjechałem do Paryża, dziennikarze zapytali mnie, czy znałem Gombrowicza, a ja odparłem: muszę przyznać się do niewiedzy, nie czytałem go. Zacząłem «Ferdydurke», ale po dziesięciu minutach lektury poczułem chęć sięgnięcia po inną książkę”. To wypowiedź z 1976 roku, a dwa lata później w wywiadzie dla „Le Monde”: „Kiedyśmy się spotykali, rozmawialiśmy o sprawach ogólnych: o metaforze, powieści, poezji, rymach… Mówił dość lichą hiszpańszczyzną. Co się z nim stało?”. O ile więc Gombrowicz z miejsca przejrzał sterylną inteligencję Borgesa (nie odmawiając mu skądinąd wielkości), o tyle Borges nie zrozumiał z Gombrowicza chyba nic, zobaczył tylko snoba mówiącego po hiszpańsku z niewłaściwym akcentem albo używającego niewłaściwych przydawek i uciekł przed nim w etymologię, w swoją bezpieczną erudycję. Prawdopodobieństwo odnalezienia w spuściźnie Borgesa czegokolwiek, co przypominałoby „Kronosu”, jest bliskie zeru. Albo jeszcze złośliwiej – kawiarniano-salonowe dociekania „czy Gombrowicz współżył z Ritą Labrosse” zostały wraz z publikacją „Kronosu” jednoznacznie rozstrzygnięte, natomiast analogiczne dociekania na temat Borgesa i Marii Kodamy można prowadzić nadal. Ogólnie zaś chodzi o to, że umysły przebywające w zbyt mocno zrepresjonowanych ciałach na dłuższą metę przegrywają w konkurencji twórczości artystycznej. Ich wytwory są zbyt odcieleśnione. Borges zabarykadował się przed światem w bibliotece, wśród bezwładnych zwojów cudzej pamięci, którą uznał za własną. Gombrowicz zapuścił się w uliczki Retiro, gdzie świat pulsował, kotłował się i żył. „Kronos” nie jest jednak literaturą i nie jest wskazane czytać go tak, jak się czyta dzieła literackie. „Kronos” to kontrast i dopełnienie. Czytać ten tekst, o ile jest to „tekst” i o ile można go „czytać”, to tak, jak gdyby nagle zobaczyć kogoś, kogo od zawsze widzieliśmy w precyzyjnie dobranych kreacjach – w poszarpanej brudnej bieliźnie. I może właśnie o to chodziło autorowi, może to było ostatnie zagranie tego pisarza, który pisał o sobie tak, żeby ukrywać, odsłaniając i odsłaniać, ukrywając. Znaliśmy go przez lata jako paradoksalnego striptizera, rozbierającego się przed nami do naga poprzez nakładanie kolejnych warstw ubioru. A teraz, prawie pół wieku po śmierci, dopełnił własny obraz, przestawiając jego tło – banalne, chaotyczne zdarzenia, uliczne podrywy i swędzącą egzemę, wszystko ujęte w żałosnej, na półbrudnopiśmiennej buchalterii. Gdyby pisał to tylko dla siebie, dla odświeżenia własnej pamięci, dla uporządkowania tych myśli, których nie widzi nikt poza samym myślącym, nakazałby żonie zniszczyć manuskrypt. Ale było odwrotnie – chciał, żeby właśnie „Kronosu” przede wszystkim ratowała z pożaru. A zatem to miało przetrwać. Czyli kontrast. Ale również dopełnienie absolutne, decydujące o unikatowej pozycji Gombrowicza w gronie alchemików słowa. Obalić własny pomnik, który stawiało się wytrwale przez pół życia, i w ten sposób znieść zakusy odbrązowników i udaremnić podchody demaskatorów. Jak gdyby przewidziało się klimat tej epoki, w której niczego nie można ukryć, a wszyscy mówią do wszystkich o wszystkim – tylko nikt już nie słucha. Powiedzieć więc, ot tak, w tej przyszłości, mamrocząc do samego siebie, że pisało się o imponderabiliach, ale drugą ręką drapało się wrzody, że czytało się Hegla w kawiarni, ale popatrywało się znad niego na tyłki chłopaków przechodzących ulicą. Powiedzieć jasno, a w każdym razie samodzielnie, to, co innym wynajdywali biografowie o „voyeurystycznym” zacięciu. W dwudziestym wieku w takich grach najlepsi byli Francuzi, ale żaden z nich nie dokonał tego gestu z tak radykalną dezynwolturą. Gombrowicz odrobił ich lekcję znacznie bardziej brawurowo niż oni sami. Zapis w „Kronosie”, niemający nic wspólnego z literaturą, ma wiele wspólnego z zapisami kursującymi w kulturze Skrótowe, oderwane, wysoko kontekstowe notatki, zrozumiałe tylko dla autora i tych, którzy byli z nim „tam i wtedy” (chapeau bas dla Redaktorów, którzy rozszyfrowali setki takich malutkich enigm) – czy to nie przypomina tweetów, esemesów albo tych na pół artykułowanych mruknięć, którymi porozumiewają się często dzisiejsze nastolatki? Te zapiski to życie obdarte z literatury. Jeśli zaś życie pisarza jest narzędziem lektury jego tekstów – a po dekadach dyktatu struktury i konstruktu powracamy do tego założenia, mniej naiwnego, niż się wydawało naszym poprzednikom uciekającym od Realnego pod wodzą między innymi Borgesa – Gombrowicz dał nam zza grobu cenne narzędzie. W tych niezbornych, niezdarnych wręcz notatkach pokazał nam swoje życie tak blisko, że bliżej już chyba nie można. I jak aksamitna skóra młodego czango oglądana pod szkłem powiększającym stałaby się odrażająca, tak i posągowa egzystencja z „Dziennika” widziana poprzez zapisy „Kronosu” staje się tak samo niewydarzona jak życie każdego człowieka niepoddanego presji kreacji. „Jestem człowiekiem, cierpiałem, byłem tam…” – to Walt Whitman, w przelotnym porywie autentyczności. Przeglądając osiemset stron tomu „Gombrowicz i krytycy”, wydanego niegdyś przez Jana Błońskiego i Zdzisława Łapińskiego, widzi się, jak długo krytycy nie byli w stanie odnaleźć ani wytworzyć narzędzi umożliwiających nietrywialną lekturę jego utworów. W kontekście rewelacji „Kronosu” szczególnie cieszy supozycja pewnego znakomitego badacza, który zdecydowanie przypisuje Gombrowiczowi impotencję i w niej dopatruje się źródła napięć tworzących jego pisarstwo. Inny badacz proponuje sążnistą rozprawę o erotyce Gombrowicza, a w niej ani słowa o figurze młodego chłopaka. Z „Kronosem” poszłoby im lepiej, trafiliby bliżej. Może. Za kilka lat ambitny doktorant porówna zapiski „Kronosu” z odpowiadającymi im chronologicznie partiami „Dziennika”. Jeśli szczęśliwie oprócz ambicji będzie dysponował również zdolnością empatycznej interpretacji, może zauważy całkiem sporo nowych szczegółów interesujących nie tylko dla historyka literatury. „Kronos” to nawet nie rachunek – to szkic rachunku, który autor wystawiał sam sobie. Lecz umysł giętki i poszukujący dopatrzy się kreacji nawet w tej buchalterii zdarzeń. Bo frazy takie jak „I ta z nogami w pantoflach gumiennych” pod datą 1939 mógł napisać Boris Vian albo Henry Miller. Mniej Genet. * Paweł Majewski, adiunkt w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. *** Łukasz Tischner Mistyka i ruina życia „Niewielu z nas (…) czuło związek pomiędzy wrażliwym, ciężko zranionym dzieckiem z Małoszyc i tym sokratycznym pisarzem, który z taką odwagą przemienił własną słabość w siłę.” Konstanty A. Jeleński, „List do Czesława Miłosza z 1 sierpnia 1969”[1] Aura konspiracji i skandalu z pewnością budzi apetyt na tajny dziennik Gombrowicza, ale niestety może spłycić odbiór „Kronosu”, a w konsekwencji zubożyć recepcję fascynującej twórczości jego autora. Dokument jest bowiem głęboko rozczarowujący dla niespecjalistów i nawet kompetentne, wszechstronne przypisy nie zmieniają faktu, iż mamy do czynienia z serią niewiele mówiących, najczęściej zionących nudą zapisków, które skrupulatnie odnotowują sprawy erotyki, finansów, chorób czy własnej sławy, ale nie pozwalają wejść w głąb świadomości czy tym bardziej nieświadomości pisarza (co na przykład mówi nam fraza z grudnia 1952: „Stany nerwowe i podniecenie”[2]?). Ktoś, kto spodziewa się ujrzeć wreszcie Gombrowicza bez maski, zobaczy komplet zdjęć rentgenowskich uzupełniony o wyniki testów Wassermana. To, co uznawane jest za skandal (inwentarz kontaktów homo- i heteroseksualnych), budzi z kolei raczej współczucie niż niezdrową ciekawość – potwierdza się przypuszczenie, że Gombrowicz był człowiekiem głęboko zranionym, aż do tych ostatnich lat spędzonych z Ritą Labrosse niezdolnym do zbudowania trwalszych więzi z osobami, które go erotycznie pociągały. Przypomina się w tym miejscu jego smutne wyznanie: „Miłość została mi odebrana na zawsze i od samego zarania, ale nie wiem, czy to dlatego, że nie umiałem znaleźć na nią formy, właściwego wyrazu, czy też nie miałem jej w sobie. Nie było jej, czy ją w sobie zdusiłem? A może matka mi ją zabiła?” [3]). A więc znów rozczarowanie – jurny amator „kurwy z tryprem” (to bodaj najczęściej cytowana fraza z tajnego dziennika) okazuje się melancholijnym, z biegiem czasu coraz bardziej depresyjnym łowcą mechanicznych i chwilowych zaspokojeń libido. Po przeczytaniu „Kronosu” można bez wahania przychylić się do opinii Miłosza o Gombrowiczu: „wzniósł swój gmach na ruinie swego życia uczuciowego” [4]. Wydanie „Kronosu” nie jest jednak ani niedyskrecją, ani bałamuctwem. Gombrowicz chciał go ocalić, co w przypadku pisarza jest czytelnym sygnałem, że zamierzał pokazać go światu. Jego publikacja ma sens, bo mimo surowej, odstręczającej formy ujawnia coś, czego tak wyraźnie nie odsłaniają „Dziennik” i powieści. Przy czym nie myślę tu przede wszystkim o poufnym życiu erotycznym (nie tak znowu zaskakującym dla każdego, kto „Dziennik” przeczytał uważniej), ale o czymś mniej oczywistym, co można by nazwać zabobonnym, neurotycznym stosunkiem do czasu. Po co właściwie spisywał swe notatki? Chyba przede wszystkim po to, żeby rozpoznać stałe procesy, dążenia, jakiś ukryty kod własnej egzystencji. Zdanie wypowiedziane kiedyś w rozmowie z Dominikiem de Roux: „Jestem mistyk, gdy pochylam się nad swoim życiem” [5] mogłoby posłużyć jako motto do „Kronosu”. Interesował go konkretny, cielesny i organicznie niedojrzały Witold Gombrowicz, który nie może być „wzorcem nowoczesnego Polaka i modernizacji Polski” ani jakimkolwiek innym, bo nie wierzy w jakąkolwiek normatywność, przytłoczony jest też klęską projektu własnej egzystencji. Jego obsesyjne skupienie na sobie, które przybiera formę filozoficzną i literacką w „Dzienniku” i powieściach, zyskuje nowy wymiar w „Kronosie”. Ten nowy wymiar nie unieważnia jednak tych wcześniej już znanych, lecz osadza to, co już wiemy, w kontekście zdarzeń niewątpliwych i elementarnych. Zresztą spuścizny literackiej i „Kronosu” nie da się czytać osobno, bo wgląd w otchłań depresji, ale i w ogród oczarowań daje tylko kreacja artystyczna. Zestawienie relacji bywa pouczające, choć częściej irytuje – słynny rozdział „Dziennika” o pobycie w Mar del Plata, lekturze Simone Weil i uciszaniu burzy w noc wigilijną [6] ma taki odpowiednik w „Kronosie”: „O 1-ej nad ocean, skały lub plaża Perla, także koło Torreonu. Wiatry nieustająco szkodzą na wątrobę. Samotność, ale nerwy nieźle. Befsztyki i ryż. Poszukiwanie. Uroki Talcahuano i jej życie nocne. Mar del Plata w centrum. W wilię burza i zgasło światło” [7]. Co wnoszą do rozważań o możliwości zakochania się w Bogu te eliptyczne zdania? Niewiele, ale potwierdzają to, o czym pisze w „Dzienniku” – jego metafizyczne niepokoje pozostawały w związku z niespełnioną erotyką. Wspomniałem o przesądnym stosunku Gombrowicza do czasu, bo te ostentacyjnie prozaiczne, a czasem brutalne notatki są dowodem na to, że ich autor uparcie tropi – jak Witold w „Kosmosie” – ślady działania losu, „Ręki”, jak nazywał w rozmowach z Dominikiem de Roux jakąś nieokreśloną zewnętrzną siłę, która skrycie reżyseruje jego życie. Pisząc przez ostatnie pięć lat książkę „Gombrowicza milczenie o Bogu”, próbowałem zgłębić tajemnice jego metafizycznych niepokojów, przerażeń. Odkryłem najgłębiej skrywane oblicza pisarza – rozczarowanego sentymentalistę, uciekającego od diabelstwa świata agnostyka, kogoś, kto lęka się zewnętrznego i własnego okrucieństwa, a kto ostatecznie znajduje ratunek we współczuciu. Publikacja tajnego dziennika pokazuje, że dostrzegłem coś bardzo prawdziwego. Czytelników „Kronosu” zachęcam, by nie tracili z oczu Gombrowicza-metafizyka, który nigdy nie przestał zdumiewać się tajemniczością świata i własnej egzystencji. W roku 1958 notował: „Ach, znaleźć swoje granice! Ograniczyć się! Mieć Boga ograniczonego! Gorzko mi się to pisze… bo nie wierzę, aby kiedykolwiek dokonał się we mnie ten skok w ograniczenie. Kosmos nadal będzie mnie pochłaniał”[8]. Tajny dziennik potwierdza, że to proroctwo się spełniło. Kosmos, zwłaszcza w swej niepochwytnej dynamice stawania, do końca go fascynował i pożerał. Przypisy: [1] Cz. Miłosz, K. A. Jeleński, „Korespondencja”, red. B. Toruńczyk, Warszawa 2011, s. 104–105. [2] W. Gombrowicz, „Kronos”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013, s. 148. [3] W. Gombrowicz, „Dziennik 1967–1969”, red. J. Błoński i J. Jarzębski, Kraków 1992, s. 23. [4] Zdanie to wypowiedział w prywatnej rozmowie z Agnieszką Stawiarską (por. A. Stawiarska, „Gombrowicz w przedwojennej Polsce”, Kraków 2001, s. 78). [5] W. Gombrowicz, „Dziennik 1967–1969”, wyd. cyt., s. 30. [6] Por. W. Gombrowicz, „Dziennik 1953–56”, Kraków 1986, s. 269–282. [7] W. Gombrowicz, „Kronos”, wyd. cyt., s. 189–190. [8] W. Gombrowicz, „Dziennik 1957–61”, Kraków 1986, s. 95. * Łukasz Tischner (ur. 1968), historyk literatury, publicysta, adiunkt na Wydziale Polonistyki UJ. W połowie czerwca br. wyda nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego monografię „Gombrowicza milczenie o Bogu”. Do góry *** Jacek Wakar Więcej niż podglądactwo Wbrew zapowiedziom wydawców „Kronos” nie jest „największą sensacją literacką stulecia”. To nie jest skandal ani wieku, ani półwiecza, ani nawet dekady. Otwierając ten intymny dziennik, nie dostajemy się nagle do mitycznej, ciemnej i zakazanej natury Witolda Gombrowicza, ale raczej doświadczamy jego osobistego, dojmującego bólu. „Kronos” nie jest dziełem literackim, nie jest nawet książką o życiu pisarza – jest jego życiem, buchalteryjnym zapisem losu. Nie wiem, czy brak tej pozycji na księgarskich półkach zubożyłby nas znacząco. Dzieła Gombrowicza wciąż można czytać bez jej pomocy, ale „Kronos” ma swoją wartość, ponieważ umożliwia nam spotkanie z zupełnie inną stroną osobowości autora. Nie dorównuje „Dziennikowi” – to oczywiste, ale i nie takie było założenie tej książki. To bilans, który mężczyzna, pisarz, artysta, człowiek sporządza sobie po każdym roku życia. Zapiski z założenia nie mają charakteru literackiego, są suche i bezlitosne. Gombrowicz postanowił w jakiś sposób zapisać swoją ułomność, małość – dać jakiś obraz siebie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma prawdziwszej książki o tym człowieku. Z drugiej strony, nie sądzę, by nawet ten dziennik był całkowicie wolny od autokreacji. Dostrzegamy w nim elementy budowania siebie, tworzone niejako w opozycji do tego, co mogliśmy znaleźć w „Dzienniku”. Nie wiemy, jak bardzo opisy wszelkich słabości, które znajdujemy w „Kronosie”, są podkoloryzowane. Rita Gombrowicz opowiada przecież, że życie z Gombrowiczem było fajniejsze, piękniejsze i zabawniejsze, niż mogłoby się zdawać po lekturze „Kronosu”. Gombrowicz był człowiekiem dwoistej natury, a właśnie opublikowany intymny dziennik jest tej dwoistości kolejnym dowodem. To, co w literaturze Gombrowicza było bardzo precyzyjne – przede wszystkim w dramatach, stanowiących zwycięstwo piekielnej precyzji i jasno określonej konstrukcji, przy jednoczesnym szaleństwie zamieszczonych tam myśli – tu zostaje ujęte w strukturę dwóch stroniczek na rok, zwieńczonych podsumowaniem każdych kolejnych dwunastu miesięcy pod względem literackim, finansowym, erotycznym i zdrowotnym. Nie powinniśmy jednak czytać tej książki wyłącznie po to, by analizować życie seksualne Gombrowicza, sprawdzać z kim, kiedy, dlaczego i jak było – czym niektórzy odbiorcy niezwykle się ekscytowali. To byłoby zwykłe podglądactwo, a na nie szkoda zarówno naszego czasu, jak i ogromnej pracy redakcyjnej włożonej w przygotowanie tomu do publikacji. Wysiłek poświęcony na rozszyfrowanie zapisków oraz obszerne przypisy powodują, że mimo zdawkowej formy wpisów całość czyta się bardzo sprawnie. Ci, którzy w Gombrowiczu odnajdują wyjątkową przyjemność i inspirację, będą mogli teraz na nowo przeczytać choćby „Dziennik”, do którego jest najwięcej odwołań. Niektóre z nich – w „Kronosie” zaznaczone często jednym słowem – w „Dzienniku” zyskują formę zapisu: czy to de facto fabularnego, czy w formie paraeseju. Nici, jakie można pleść między „Kronosem” a innymi pismami Gombrowicza, jest zresztą znacznie więcej. Jedna z nich dotyczy jego fascynacji cielesnością, którą teraz możemy analizować w kontekście tego, w jaki sposób sam pisarz postrzegał własne ciało, obcując z jego degradacją, gdy przez kilkanaście lat notował kolejne stadia rozkładu, oczekując na śmierć. Ten niezwykły rozdźwięk pomiędzy opowieścią o ciele na stronach choćby „Pornografii”, a obrazowaniem, opisywaniem, wadzeniem się, pogodzeniem lub niepogodzeniem z własną cielesnością na kartach „Kronosu” jest tylko jednym z wielu tematów wartych poważnego opracowania w przyszłości. Paweł Majewski w swoim artykule przewiduje, że „za kilka lat ambitny doktorant porówna zapiski «Kronosu» z odpowiadającymi im chronologicznie partiami «Dziennika»”. Jeśli poza naukowym warsztatem, pisze Majewski, ów doktorant będzie miał w sobie trochę ludzkiej empatii, dostrzeże fakty „interesujące nie tylko dla historyka literatury”. Gorąco kibicuję temu przyszłemu doktorantowi i już czekam na efekt jego pracy. * Jacek Wakar, szef redakcji Publicystyki Kulturalnej w Drugim Programie Polskiego Radia. Do góry *** * Autor koncepcji numeru: Redakcja. ** Autor ilustracji: (1-3) Antek Sieczkowski, (4-5) Materiały prasowe. „Kultura Liberalna” nr 228 (21/2013) z 21 maja 2013 r. Skoro tu jesteś... ...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności. Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców! tutaj możesz dołączyć do grona naszych comiesięcznych Darczyńców tutaj możesz wesprzeć nas na
Sortuj wg Ilość Tylko dostępne Trylogia „Różoukrzyżowanie” („The Rosy Crucifixion”), będąca ukoronowaniem twórczości Henry’ego Millera, należy niewątpliwie do klasyki literatury światowej. Sexus (1949), pierwszy tom autobiograficznego cyklu, przesycony nieokiełznanym, brutalnym wręcz erotyzmem i uznany w swoim czasie przez amerykańskich cenzorów za moralną prowokację, przez dwanaście lat objęty był zakazem publikacji w Stanach Zjednoczonych. Kiedy przygotowany do druku maszynopis Sexusa trafił do rąk Lawrence’a Durrella, ten, zszokowany „masą wulgarności, która boleśnie kaleczy sztukę”, w pierwszym odruchu wysłał do przyjaciela telegram: „Sexus zrujnuje Twoją reputację stop wycofać i poprawić - Larry”. Jednakże już po kilku dniach zmienił opinię, depeszując: „Wybacz niesprawiedliwą krytykę stop nic nie może zniszczyć Twojej prozy ani mojego podziwu stop mam nadzieję że przyjaźń trwa - Durrell”. Dziś, gdy erotyka w literaturze od dawna nikogo nie bulwersuje, możemy w pełni docenić nie tylko odwagę, ale i wielki talent pisarski Millera, niespotykaną żywiołowość jego prozy, w której obok naturalistycznych opisów znajdziemy fragmenty pełne humoru, liryzmu i głębokiej zadumy nad życiem. Zwrotnik Raka jest debiutem autora, osiadłego z początkiem lat trzydziestych w Paryżu; tam też w 1934 roku książka została opublikowana nakładem ekskluzywnego angielskiego wydawcy. Utwór entuzjastycznie powitały takie znakomitości, jak Ezra Pound i Eliot, rozgłos jednak przyniósł mu dopiero wprowadzony w 1937 roku zakaz wwożenia do USA „gorszącej” książki. Atmosfera skandalu przygłuszyła bardzo wysublimowaną w istocie wartość artystyczną tej powieści. Jak i całego cyklu, który tworzy wraz z Czarną wiosną i Zwrotnikiem Koziorożca. Piętnaście epizodów z życia amerykańskiego ekspatrydy ukazuje przymierającego głodem, imającego się różnych zajęć intelektualistę, żarliwie oddającego się miłosnemu zapamiętaniu, opisanemu z całą otwartością, językiem odrzucającym wszelkie eufemizmy. Powieść swą Miller określał jako zniewagę wyrządzoną siedmiu fundamentalnym wartościom i symbolom kultury: Sztuce, Bogu, Człowieczeństwu, Przeznaczeniu, Czasowi, Miłości i Pięknu. Miała też być „środkiem na przeczyszczenie”. The World of Sex is Henry Miller's most important essay, the manifesto in which he explains why sex matters and why he wrote his famously banned novels, Tropic of Cancer and Tropic of Capricorn. Seeking to set the record straight, Miller argues that there is no contradiction between his salacious prose and his philosophy. In the kind of raw language his readers know so well, he narrates his escapades and formulates his philosophical conclusions. Sexuality for Miller is a mysterious realm - exploring it is what leads to self-liberation and self-realisation. 'Out of the sea, as if Homer himself had arranged it for me, the islands bobbed up, lonely, deserted, mysterious in the fading light' Enraptured by a young woman's account of the landscapes of Greece, Henry Miller set off to explore the Grecian countryside with his friend Lawrence Durrell in 1939. In The Colossus of Maroussi he describes drinking from sacred springs, nearly being trampled to death by sheep and encountering the flamboyant Greek poet Katsumbalis, who 'could galvanize the dead with his talk'. This lyrical classic of travel writing represented an epiphany in Miller's life, and is the book he would later cite as his favourite. 'One of the five greatest travel books of all time' Pico Iyer 'New York is an aquarium ... where there are nothing but hellbenders and lungfish and slimy, snag-toothed groupers and sharks' In 1935 Henry Miller set off from his adopted home, Paris, to revisit his native land, America. Aller Retour New York, his exuberant, humorous missive to his friend Alfred Perles describing the trip and his return journey on a Dutch steamer, is filled with vivid reflections on his hellraising antics, showing Miller at the height of his powers. This edition also includes Via Dieppe-Newhaven, his entertaining account of a failed attempt to visit England. W powieści Plexus (1953), drugim tomie autobiograficznego cyklu "Różoukrzyżowanie" ("The Rosy Crucifixion"), Henry Miller wraca pamięcią do połowy lat 30., kiedy dopiero dojrzewała w nim myśl o poświęceniu się pisarstwu. Był to dla Millera okres trudny - naznaczony burzliwym związkiem z June Mansfield (tu występującą jako Mona), wiecznym niedostatkiem i niepewnością jutra, dorywczymi, często upokarzającymi zajęciami - lecz zarazem pełen intelektualnego wigoru i niespełnionej jeszcze wówczas twórczej pasji. W książce pojawia się cała galeria znakomicie nakreślonych postaci z bliskiego otoczenia Millera, wśród nich oddani przyjaciele, którzy wierzyli w jego talent i wspierali go w krytycznych chwilach. "Zwrotnik Koziorożca" jest trzecią częścią cyklu otwartego "Zwrotnikiem Raka" i obejmującego także "Czarną wiosnę".Dzieło osnute jest na kanwie nowojorskiej egzystancji początkującego pisarza udręczonego niezrozumieniem i kompletną obojętnością, rozpaczliwie poszukującego ratunku w miłosnym upojeniu.; ukazywane jest ono, z notoryczną determinacją w całej powieści, w najróżniejszych odmianach, z niczym nie skrępowaną otwartością opisową, językiem najdosłowniej niecenzuralnym. Promocje
zł dostawa Zamawiając w księgarni zapłacisz tylko 7,99zł za przesyłkę, możesz też odebrać ją bezpłatnie w kilku punktach w Polsce. Płatność za książki można wygodnie rozłożyć na raty, a powyżej 199zł przesyłka jest darmowa. Opis Recenzje (0) Szczegóły Podobne książki Henry Miller Opis książki "Henry Miller" to książka o Henrym Millerze, jej autorem jest Temple Frederic Jacques (wydawnictwo Noir Sur Blanc). Te krótkie szkice nie są konwencjonalną biografią pisarza ani też studium krytycznym na temat jego twórczości, lecz swego rodzaju rozmową między przyjaciółmi. (…) [ więcej ] Recenzje (0) Dodaj recenzję Szczegóły książki Tematyka: Pisarze obcojęzyczni Autor: Temple Frederic Jacques Wydawnictwo: Noir Sur Blanc ISBN: 9788373923072 Podobne książki Najciekawsze książki tego miesiąca "Henry Miller" to książka o Henrym Millerze. Najlepsza cena dla tej książki w wersji papierowej to zł. Autorem "Henry Miller" jest Temple Frederic Jacques. Książka została wydana przez wydawnictwo Noir Sur Blanc.
Zachodni recenzenci dobrze przyjęli książkę Masłowskiej, bo potwierdziła stereotypy o Polsce i Polakach Postkomunistyczna pustka, szatański globalizm, ksenofobia, znużenie kapitalizmem i lęk przed zmianami - za taki obraz współczesnej Polski zachodni recenzenci chwalą książkę Doroty Masłowskiej "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną". "W swym wspaniałym debiucie młoda pisarka kreśli zapierający dech w piersiach portret pokolenia polskich outsiderów" - napisał Volker Hage, dziennikarz tygodnika "Der Spiegel". Portret Polski w książce Masłowskiej został uznany w Europie za trafny i przejmujący. Jak zauważył recenzent "Frankfurter Allgemeine Zeitung", "obraz jest tak sugestywny, że tego opisu nie sposób już traktować w kategoriach rozumowych". Zachodni recenzenci przyjęli ciepło powieść Masłowskiej, bo potwierdziła stereotypy o Polsce i Polakach funkcjonujące w tamtych społeczeństwach. Masłowska jest tym lepsza, im gorszy obraz Polski i Polaków wyłania się z jej książki. - Samokrytycyzm zawsze wzbudza większe zainteresowanie niż laurka. A Masłowska odsłania nasze narodowe kompleksy, strach przed wyimaginowanym wrogiem, czy niechęć do Zachodu. Pokazuje Polskę oddolną - mówi "Wprost" tłumaczka książki na język francuski Zofia Bobowicz. To, że prawa do debiutu Masłowskiej kupiło amerykańskie wydawnictwo Grove Atlantic, które sprzedało książkę wydawcom z Francji, Włoch, Holandii, Niemiec, Rosji i Węgier, jest jej niewątpliwym sukcesem. Jednak nie ona odpowiada za nadinterpretację swojej książki przez zachodnią prasę. W wywiadzie dla nowego pisma "Lampa" mówi: "Pytają mnie, czy rzeczywiście w Polsce jest taka ksenofobia. Nie chcą mi w ogóle wierzyć, że nie ma żadnych Ruskich (...). Dla nich 'Wojna' to jakiś komentarz polityczno-społeczny, a nie literatura". Pisane w miesiąc - O książce Masłowskiej dowiedziałem się od przyjaciela, który nazwał ją skrzyżowaniem Scotta Fitzgeralda z Bretem Eastonem Ellisem - mówi Morgan Entrekin, szef wydawnictwa Grove Atlantic, które przygotowuje amerykańskie wydanie "Wojny polsko-ruskiej". Jego oficyna wydawała w Ameryce takich autorów, jak Samuel Beckett, Jorge Luis Borges, Jean Genet czy Henry Miller. W Niemczech książka Masłowskiej nosi tytuł "Śnieżnobiały i rosyjskoczerwony". Do księgarń trafiła 23 lutego i - jak twierdzi Eva Betzwieser z wydawnictwa KiWi - dotychczas sprzedano 14 tys. egzemplarzy. Biorąc pod uwagę rozmiary niemieckiego rynku książki, nie jest to komercyjny sukces. Wydawcy liczyli na większe zainteresowanie, bo pierwszy nakład książki wyniósł 50 tys. egzemplarzy. Ostrożniejsi byli Francuzi: przeciętny nakład wynosi tam 8 tys., tymczasem "Polococtail Party" (taki tytuł dano powieści) wydano w 3 tys. Po sprzedaniu 2 tys. sztuk wydawnictwo dodrukowało 1,5 tys. egzemplarzy, ale jak zapewnia Marie Francoise z wydawnictwa Noir sur Blanc, dodruk sprzedaje się już opornie. "Gazeta Wyborcza", która niedawno pisała o oszałamiających zagranicznych sukcesach polskiej dwudziestolatki, mocno przesadziła. Trudno się temu dziwić, bo ten dziennik wykreował Masłowską na literacką gwiazdę sezonu. "Literacka sensacja w Polsce", "Nastoletni fenomen", "Pisane w miesiąc", "Bestseller! - więcej sprzedał tylko papież", "Polski Trainspotting", "Polska Saganka" - zachwycali się zachodni recenzenci. Wszędzie podkreślano związek tej książki z polską współczesnością. I to chyba dziełku Masłowskiej zaszkodziło, bo czytelnicy szukają raczej prozy uniwersalnej. Także zachwyty nad językiem Masłowskiej były na wyrost, co akurat w wypadku Francji nie dziwi. - Francuzi gustują w postmodernistycznym i awangardowym stylu, a tak przedstawiano język Masłowskiej. Nie bez znaczenia jest też fakt, że "Wojna" to coś innego niż znani i cenieni tu Gombrowicz czy Mrożek - mówi Tomasz Michalski z Księgarni Polskiej w Młoda twarz Polski Masłowską lansuje się na zachodzie Europy jako nową młodą twarz Polski - inną od znanej z poezji Miłosza i Szymborskiej czy powieści Lema bądź Szczypiorskiego. Faktycznie może ona wzbudzać zainteresowanie, bo przekłady z polskiej literatury ograniczają się do niewielu nazwisk - tych samych od wielu lat. W Rosji i na Ukrainie dobrze się sprzedają kryminały Joanny Chmielewskiej. We Francji najczęściej obecne są książki Gombrowicza, Kapuścińskiego, Szczypiorskiego i Herlinga-Grudzińskiego. Szczypiorski i Lec są najlepiej sprzedającymi się polskimi autorami w Niemczech. Prawdziwe sukcesy odnosi ostatnio Sapkowski w Czechach i Hiszpanii, gdzie zajmuje pierwsze miejsca na listach bestsellerów fantastyki. W całej Europie sprzedano dotychczas ponad 300 tys. jego książek. Rekordzistą jest oczywiście Lem: łączny nakład jego książek (wydanych w 41 językach świata) przekroczył 27 mln egzemplarzy. W wypadku Masłowskiej można odnieść wrażenie, że częściej się o niej pisze, niż ją czyta. Recenzje i artykuły o "Wojnie polsko-ruskiej", które pojawiły się w tak znanych pismach, jak francuski "Le Nouvel Observateur" czy niemieckie "Frankfurter Allgemeine Zeitung" oraz "Der Spiegel", skupiają się na obecnej rzekomo w książce socjologicznej diagnozie polskiego społeczeństwa neokapitalistycznego. Zainteresowanie młodą autorką jest oczywiście sukcesem, ale nie takim, o jakim donosiła polska prasa. Przecież tylko we Francji co roku pojawiają się recenzje z prawie 1800 debiutów. Czytelnicy Masłowskiej są bardziej surowi niż krytycy. "Uff, wreszcie przebrnęłam! To jednak bardzo zła książka!" - napisała w internetowej recenzji trzydziestoletnia paryżanka. Więcej możesz przeczytać w 15/2004 wydaniutygodnika wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play. Dodatek turystyczny - Świat11 kwi 2004, 1:00 — Pierwszą zagraniczną podróż odbyłem w 1956 r. - statkiem handlowym popłynąłem na Morze Budrewicz Na stronie - Koncepcja antykoncepcji11 kwi 2004, 1:00 — Już Alexis de Tocqueville przestrzegał, że władza otaczająca ludzi nieograniczoną opieką czyni wolę ludzką nieużyteczną3Autor:Marek Zieleniewski Skaner11 kwi 2004, 1:00 — Koniec lidera Największa legenda Sejmu odchodzi do lamusa! Z parlamentu zniknie woda marki Lider. Przetarg na dostarczanie wody mineralnej do Sejmu, który odbył się pod koniec marca, wygrała inna firma. Słynna szklana butelka z czerwonym...8 Sawka11 kwi 2004, 1:00 — 9Autor:Henryk Sawka Dossier11 kwi 2004, 1:00 — LESZEK MILLER premier RP Moja wnuczka ma kłopoty przeze mnie: najbardziej boli mnie, gdy pyta, dlaczego dzieci dokuczają jej w szkole "Trybuna" DONALD TUSK przewodniczący Platformy Obywatelskiej Ja w ogóle się rumienię...9 Kadry11 kwi 2004, 1:00 — 11 Licznik11 kwi 2004, 1:00 — Pasja 2 osoby wyznały swe zbrodnie po obejrzeniu "Pasji" 3 języków (aramejskiego, hebrajskiego i łaciny) używają bohaterowie "Pasji" 12 ostatnich godzin życia Jezusa pokazuje "Pasja" 62 procent...11 Ryba po polsku - Świadek koronny w Sodomie11 kwi 2004, 1:00 — Jeśli kiedyś powstanie pomnik Leppera, to figura przywódcy Samoobrony zamiast na cokole powinna stać na ramionach Leszka Millera13Autor:Maciej Rybiński Trudny poród11 kwi 2004, 1:00 — Rząd wyłaniany przez kilka tygodni ma szanse zmarnieć, zanim przystąpi do pełnienia obowiązków14 Playback11 kwi 2004, 1:00 — 15 M&M11 kwi 2004, 1:00 — PRAWDA O KŁAMSTWIE (na przykładzie wysyłania UOP-u)15Autor:Marek Majewski Poczta11 kwi 2004, 1:00 — Listy od czytelników15 Z życia koalicji11 kwi 2004, 1:00 — I już pierwsza klęska borówek. Otóż do partii wstąpił jednak Wiesław Kaczmarek. Przeczytał sondaże. Nie ma wroga na lewicy - zadeklarowała Socjaldemokracja Polska i dlatego jej nowy nabytek Wiesław Kaczmarek w wianie...16 Z życia opozycji11 kwi 2004, 1:00 — Ryszard Czarnecki wybierał się z przewodniczącym Lepperem (a raczej marszałkiem Lepperem, bo wyłącznie w ten sposób mówi o nim świeżo upieczony członek Samoobrony) do Wrocławia. Na warszawskie lotnisko przybył wcześniej i...17 Fotoplastykon11 kwi 2004, 1:00 — Henryk Sawka Sawka Ostatni rodzice11 kwi 2004, 1:00 — Czterdziestomilionowy naród jest w stanie zaoferować Europie wiele wartych uwzględnienia idei" - mówił prezydent Aleksander Kwaśniewski. "Miller powinien mieć świadomość, że reprezentuje czterdziestomilionowy naród" - tłumaczył były premier...20Współpraca:Karolina Kasperkiewicz Prezydent honoris causa11 kwi 2004, 1:00 — Żadna ze stron wojny na lewicy nie zabiega o względy Aleksandra Kwaśniewskiego28 Brudna bomba w Warszawie11 kwi 2004, 1:00 — Warszawa i Londyn mogą być zaatakowane bronią sprzedaną Al-Kaidzie przez rosyjską Thomas Praktyczny pan11 kwi 2004, 1:00 — Andrzej Olechowski mógłby stanąć w muzeum w Sevres pod Paryżem jako wzorzec polityka salonowego32 Zachlana oberża11 kwi 2004, 1:00 — Czy prawa unii osłonią nas przed szaleństwem bezmyślnego niszczenia sukcesów pierwszych lat transformacji?36Autor:Łukasz A. Turski Giełda i wektory11 kwi 2004, 1:00 — HossaŚwiat Dekolektywizacja Białorusi Zaledwie 8 USD potrzeba, by stać się właścicielem białoruskiego kołchozu. Taką cenę za państwowe gospodarstwa rolne ustalił w swoim dekrecie Aleksander Łukaszenka. Prezydent Białorusi ma...40 Świat dodaje gazu11 kwi 2004, 1:00 — Czy szejkom naftowym grozi plajta?42 Forza Fiat!11 kwi 2004, 1:00 — Fiata na cztery koła próbuje znów postawić kolejny Agnelli46Autor:Jacek Pałasiński IDA majowa11 kwi 2004, 1:00 — To rynek, a nie administracja, będzie kontrolował ceny po 1 maja50Autor:Michał Zieliński NASKok na kasę11 kwi 2004, 1:00 — Dlaczego polskie adresy internetowe są najdroższe na świecie52Autor:Jan Piński Bankier rynek11 kwi 2004, 1:00 — Niemiecki kapitał powiedział Nein! dalszemu finansowaniu niewydolnego państwa opiekuńczego53Opracował:Aleksander Piński Wojna podatkowa11 kwi 2004, 1:00 — Większość unijnych przywódców nie pojmuje procesu globalizacji56Autor:Krzysztof Trębski Klęska marksizmu?11 kwi 2004, 1:00 — Triumfem marksizmu-leninizmu jest stan umysłów części dzisiejszej inteligencji57Autor:Wacław Wilczyński Co chronić?11 kwi 2004, 1:00 — Z krajów, w których triumfuje populizm, ucieka kapitał58 Supersam11 kwi 2004, 1:00 — Dobry, bo płaski Niedługo stare filmy od nowych będziemy odróżniali po tym, z jakich monitorów komputerowych korzystają ich bohaterowie. Z nowych LCD czy archaicznych CRT? Ceny płaskich ekranów LCD spadły już do...60 Oscypkowa ofensywa11 kwi 2004, 1:00 — Slow Food po polsku62Autor:Piotr Krzyżanowski Makłowicz do Bikonta, Bikont do Makłowicza - Korzeń kontra nać11 kwi 2004, 1:00 — W naszym kraju obchodzi się wiele rocznic, lecz zauważ, że z reguły są to rocznice wydarzeń smutnych. Rzeczy naprawdę wzniosłe, wesołe i przyjemne pokrywa milczenie i prześladuje wzgarda kronikarzy. Tak sobie chodziłem wczoraj po naszym ulubionym...66 Bieg po rozum11 kwi 2004, 1:00 — Polskim sportowcom w osiągnięciu sukcesów często przeszkadza nie brak talentu, lecz szarych komórek68Autor:Paweł Zarzeczny Może już jutro?11 kwi 2004, 1:00 — Kobiety nadal nie mają wystarczającej odwagi, by zawalczyć, i to do pierwszej kropli krwi. O co? O własne życie72Autor:Małgorzata Domagalik Gorbaczow pod stołem11 kwi 2004, 1:00 — Kreml w 1989 roku prowadził poufne rozmowy z opozycją antykomunistyczną w Polsce na temat przejęcia przez nią władzy74Autor:Antoni Dudek Know-how11 kwi 2004, 1:00 — Wirtualne piwo Reklamy wkrótce staną się tak realne, że nie będzie można im się oprzeć - zacierają ręce producenci. Wyświetlacze firmy X3D Technologies sprawiają, że metr przed nimi pojawia się trójwymiarowy obiekt,...78 Najnowszy Testament11 kwi 2004, 1:00 — Kto i dlaczego ocenzurował Światowa puszka Pandory11 kwi 2004, 1:00 — Grozi nam nowa epidemia podobna do AIDS - alarmują uczeni z Johns Hopkins University. Badacze wykryli w Afryce Środkowej nową odmianę wirusów spokrewnionych z HIV, które przekroczyły już tzw. barierę gatunkową i mogą się przenosić z małp na ludzi....84Autor:Paweł Górecki Święty rozbójnik11 kwi 2004, 1:00 — Miecz króla Artura objawił się w Toskanii86Autor:Marta Landau Bez granic11 kwi 2004, 1:00 — Kieszonkowe premierówny Premier Tajlandii Thaksin Shinawatra posłał swoją 17-letnią córkę Paethongtan Shinawatrę, najmłodszą z trojga dzieci, do pracy w McDonaldzie. Premier, pragnący odbudować etos pracy w swoim kraju,...88 Państwo made in USA11 kwi 2004, 1:00 — Ameryka musi stworzyć światowy plac budowy demokracji i wolnego rynku90Autor:Francis Fukuyama Demokracja w imię Allaha11 kwi 2004, 1:00 — Według Mahometa, "jedynie wspólnota jako całość nie może się mylić"94Autor:Agata Jabłońska Mecenas katów11 kwi 2004, 1:00 — Jacques Verges leczy świat z choroby demokracji98Autor:Ludwik Lewin Dzieci bomby11 kwi 2004, 1:00 — Za kilka lat namawiałabym go, żeby poszedł umrzeć za świętą sprawę - mówi matka palestyńskiego nastolatka100Autor:Henryk Szafir Serdeczne (nie)porozumienie11 kwi 2004, 1:00 — Z Paryża jest dziś bliżej do Niemiec niż do Wielkiej Brytanii102Autor:Juliusz Urbanowicz Tamerlan-Kaida11 kwi 2004, 1:00 — Zaczęło się przypadkiem, w niedzielę po południu - relacjonuje "Wprost" Allison Gill z Human Rights Watch w Taszkiencie. - Około godziny Nemat Razzokow, przygotowujący w swojej willi, w wiosce Kachramon pod Bucharą, bomby, niechcący jedną...104Autor:Grzegorz Sadowski Menu11 kwi 2004, 1:00 — Świat Piękna morderczyni "Cześć, mówi Bruce Willis. Jeśli nie oddzwonisz do mnie w ciągu dziesięciu minut, spalę twój dom" - od takiej wiadomości nagranej na sekretarce rozpoczęła się przygoda Amandy Peet z...106 Inwazja patriotów11 kwi 2004, 1:00 — Hollywood wskrzesza kino obywatelskie108Autor:Kamil Śmiałkowski DVD Kamila Śmiałkowskiego11 kwi 2004, 1:00 — Recenzje płyt111Autor:Kamil Śmiałkowski Einstein obrazu11 kwi 2004, 1:00 — Rembrandt byłby bardzo bogaty, gdyby nie był wyjątkowo rozrzutny112Autor:Łukasz Radwan Sztukmistrz ze Starachowic11 kwi 2004, 1:00 — Janusz Radek może głosem imitować bitwę z wybuchami granatów i seriami z broni maszynowej115Autor:Kamil Śmiałkowski Masłowska pod flagą europejską11 kwi 2004, 1:00 — Zachodni recenzenci dobrze przyjęli książkę Masłowskiej, bo potwierdziła stereotypy o Polsce i Polakach116Autor:Marta Sawicka Płyty Kuby Wojewódzkiego11 kwi 2004, 1:00 — Soyka Sings Love Songs Soyka jest jednym z nielicznych krajowych artystów, którego fanem będę dożywotnio. Oczywiście, mówię o własnym żywocie. Artysta ma swój klimat i aurę. Potrafi też pozyskiwać do...117Autor:Kuba Wojewódzki Sława i chała11 kwi 2004, 1:00 — Recenzje - DVD,Książki, Teatr118 Organ Ludu11 kwi 2004, 1:00 — TRYBUNA PRZYMIERZA MIĘDZY DAWNYMI A MŁODYMI Nr 15 (80) Rok wyd. 3 WARSZAWA, poniedziałek 5 kwietnia 2004 r. Cena + VAT + ZUS + akcyza Eurokoszyk świąteczny Redakcja "Organu Ludu'' przedstawia wzorcowy koszyk, który w tym roku...120Autor:Andrzej Paulukiewicz - Fikcyjny rozwód11 kwi 2004, 1:00 — Pięćdziesięciu sześciu lat potrzebowała polska klasa robotnicza, żeby pójść po rozum do głowy i znowu podzielić się na PPS i PPR. PPS wziął z marszu marszałek Borowski, nawet się podstrzygł pod Cyrankiewicza. Niepotrzebnie, bo Cyrano też zaczynał...121Autor:Jan T. Stanisławski Skibą w mur - Wiosenne pompowanie11 kwi 2004, 1:00 — Premierowi Millerowi usłużni koledzy w końcu wyciągnęli korek i bezlitośnie spuścili powietrze122
henry miller o polakach